FB INSTAGRAM WIX TWITTER g+ Anna Radziach Fotografia yt yt

16 września 2016

Dziennik Łowcy Przygód. eXtremalne Borneo



Już wiele razy pokazywałam Wam tutaj różne ciekawe książki. Jak dotąd wszystkie miały podobną tematykę - fotografia lub podróże. I nie zamierzam z tego zrezygnować. To właśnie te dwie pasje są mi najbliższe. A książki o tej tematyce po prostu pochłaniam w całości. Dziś zatem nie będzie inaczej. Pokażę Wam bardzo fajną lekturę, która opisuje przygodę pewnego chłopca na Borneo. Tak kochani, nie pomyliłam się. Tym razem czytałam o przygodach dziesięciolatka. A fakt, że jest ona  skierowana do znacznie młodszego czytelnika ani odrobinkę nie przeszkodziła mi w czytaniu. Początkowo nawet myślałam, że będzie nudno. Że nie spodoba mi się, że długo przy niej nie wytrzymam. Tymczasem czytałam ją od początku do samego końca z wielką przyjemnością i nadzieją, że na tej jednej części się nie skończy. 

Przygody Szymona, lub jak kto woli Simona, bo tak zwracają się do niego rodzice - są naprawdę bardzo ciekawe. Chłopiec opisuje swoją wyprawę w prosty i bardzo szczery sposób. Chwali się swoimi osiągnięciami i opisuje sytuacje, kiedy włos jeżył mu się na głowie. Niczego nie ukrywa, nie wstydzi się, że czasem naprawdę się czegoś wystraszył lub, że czegoś nie potrafi. To po prostu zwykły najzwyklejszy dziesięciolatek, który dzięki swoim wspaniałym rodzicom ma okazję poznawać bardzo egzotyczne i niesamowite miejsca. A swoimi przygodami z przyjemnością dzieli się z nami. 

W książce jest sporo ciekawostek, opisów i porad jak radzić sobie w trudnych sytuacjach, gdyby na przykład (wiem mało prawdopodobne, ale jednak) przyszło nam spędzić noc w samym sercu dżungli. A wszystko to opisane jest z taką lekkością, jakby Szymon opisywał nam wypad z rodzicami do supermarketu. Dla nas te wszystkie miejsca są tak egzotyczne, że gdyby nie zdjęcia pewnie w większość przypadków ciężko byłoby nam sobie je wyobrazić. Dla niego - kolejna wycieczka w nieznane. Ot, mały wakacyjny wypad i tyle. Niesamowite prawda? Podoba mi się to, że jego opisy są takie proste i takie ciekawe. że gdy czytamy o przygodach Szymona udzielają nam się wszystkie emocje jakie mu towarzyszą podczas wyprawy. Podoba mi się, że ten mały podróżnik w żaden sposób się nie wywyższa, nie czuje się lepszy tylko dlatego, że to właśnie on ma okazję zobaczyć to wszystko, a my, małe robaczki tylko czytamy o tym co mu się przytrafiło. Podoba mi się, że Szymon jest taki ciekawy świata, tak wielu rzeczy chce spróbować, zobaczyć, doświadczyć na własnej skórze. Mam wrażenie, że moje dziewczyny byłyby znacznie bardziej bojaźliwe i te ich wycieczki nie byłyby tak ekscytujące co Siomna. I ogólnie podoba mi się ta książka. Choć ma ona sporo stron, a czcionka jest niewielka czyta się ją błyskawicznie. A po skończeniu lektury, mamy ochotę na więcej. 

W zasadzie, gdybym miała się do czegoś przyczepić to bardzo chętnie zobaczyłabym w tej książce więcej zdjęć. Co nie oznacza, że jest ich mało. Tak naprawdę praktycznie na każdej stronie poza tekstem coś jest. Zdjęcie, jakiś rysunek, mini komiks, mapka itp. Ale nie miałabym nic przeciwko temu, gdyby od czasu do czasu kilka stron było poświęconych wyłącznie na zdjęcia. Chętnie jeszcze bardziej nacieszyłabym oko. Uwielbiam to. Ale z drugiej strony, to przecież nie album tylko książka podróżnicza. To bardzo fajne historie, które na pewno Wam się spodobają. Bez względu na wiek czy płeć. Jestem tego pewna. 

Ale dość już tego mojego gadania. Pokażę Wam już tę książkę, bo pewnie już zżera Was ciekawość co to za cudo, które Wam tu tak zachwalam bez końca. Dziś jednak dla odmiany nie pokażę samej książki, tylko moją Alicję wraz z nią. Moja córka choć dopiero zaczęła tę lekturę - już jest zachwycona. I bardzo chętnie po nią sięga. Tak więc zapraszam do oglądania! :)
































Autor: Szymon Radzimierski
Wydawnictwo: Burda Książki

Moja ocena:

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz


Zarówno treść jak i fotografie zamieszczone na tym blogu są wyłącznie moją własnością.
Nie wyrażam zgody na ich kopiowanie, przetwarzanie i rozpowszechnianie.

Anna Radziach