FB INSTAGRAM WIX TWITTER g+ Anna Radziach Fotografia yt yt

7 sierpnia 2016

Z Giewontem w tle...


Jak już wspominałam Wam ostatnio - na początku wakacji wybraliśmy się do Zakopanego. I choć miałam plan pokazać Wam tutaj zdjęcia z tego naszego wypadu - stale mi coś przeszkadza. Czas więc wrócić na ziemię i kontynuować to co zaczęłam. Dziś zatem pokażę Wam kolejnych kilka zdjęć z tego naszego niedługiego urlopiku. Nie jest ich wiele i na pewno daleko im do typowych sesji fotograficznych, ale jakby nie patrzył to kawałek naszego życia i naszych wspomnień więc z przyjemnością będę do nich wracać. Tak więc działam dalej.

Pierwsze dwa dni naszego wakacyjnego wyjazdu nie obfitował w wiele turystycznych wrażeń. Gdy już wreszcie spotkaliśmy się z Martą i jej rodzinką - trzeba było się trochę sobą nacieszyć. My co prawda rozmawiamy ze sobą codziennie i nie miałyśmy zbyt wiele do nadrabiania, ale nasi mężowie i nasze dzieciaczki to już zupełnie co innego. Fajnie, że wszyscy szybko znaleźli wspólny język. Dzięki temu te nasze spotkania to przyjemność nie tylko dla nas dwóch, ale i dla pozostałych członków rodziny :) Tak więc tuż po spotkaniu wybraliśmy się na Równię Krupową by się "nagadać" i nabrać sił do drogi. Bo jak się okazało - nasz nawiasem mówiąc cudny domek - znajdował się całkiem spory kawałek od centrum. Gdy więc dotarliśmy na miejsce miałam plan na całą masę zdjęć. Planowałam uwiecznić na fotkach nasze dzieciaki jak szaleją po trawie, jak cieszą się swoją obecnością itp. Efekt jest taki, że... trochę tam ich zrobiłam, ale szału nie ma. Wolałam sobie pogadać niż biegać za dzieciakami. A przecież przed nami było jeszcze tyle dni! Stwierdziłam, że zdążę nadrobić ;)

Tymczasem kolejny dzień niósł ze sobą dla nas nie złą niespodziankę. Od samego rana lało strasznie. Dopiero późnym popołudniem zdecydowaliśmy się ruszyć na szlak. Było mokro i chłodno, ale dla nas to nic strasznego. Pognaliśmy do Doliny Strążyskiej w nadziei, że jednak słoneczko zagości nad naszymi głowami. No i doczekaliśmy się... ale dopiero w momencie, gdy biliśmy w drodze powrotnej. Cała wycieczka do doliny oraz 3/4 szlaku spacerowaliśmy strugach deszczu. Fakt, mam z tego dnia całą masę fotografii, ale na wszystkich moje dziecko i mój mąż paradują w foliowych płaszczach przeciwdeszczowych więc nie będę ich zawstydzać i nie będę tych zdjęć tu pokazywać. Za to na pocieszenie tego mokrego dnia mam zdjęcie Marty, Kamila i Nikodema. To sukces, bo łobuzy nie za bardzo dają sobie robić zdjęcia. Podczas całego naszego pobytu w Zakopanem mam ich dosłownie kilka. Ale to nic. Dobre i to prawda? 

Tak więc zostawiam Was ze zdjęciami z Równi Krupowej oraz rodzinki T. Wiem, wiem... szału nie ma. Następnym razem będzie ciut lepiej, Obiecuję! :)













Brak komentarzy:

Prześlij komentarz


Zarówno treść jak i fotografie zamieszczone na tym blogu są wyłącznie moją własnością.
Nie wyrażam zgody na ich kopiowanie, przetwarzanie i rozpowszechnianie.

Anna Radziach