FB INSTAGRAM WIX TWITTER g+ Anna Radziach Fotografia yt yt

10 sierpnia 2016

Gubałówka


Gubałówka to chyba obowiązkowy punkt programu każdego, kto spędza czas w Zakopanem. W końcu dostanie się na to wzniesienie jest banalnie proste, a widoki a niej są nieziemskie. Choć nie... odwołuję wszystko co powiedziałam. Tak było jeszcze kilka lat temu. Teraz kolejka na pociąg na Gubałówkę ciągnie się niemiłosiernie, w samym pojeździe tłok jest straszny, a na szczycie królują chińskie podróby a nie tradycyjne wyroby. Bardzo mi się to nie podoba. Kiedyś było inaczej (czytaj LEPIEJ!!!). Jadąc na Gubałówkę spodziewałam się uroczego spacerku. A zastałam miliny turystów i całą masą głupkowatych atrakcji, których niekiedy kompletnie nie rozumiałam. Kto pozwolił na to, by na tym szczycie stał stragan z chińskimi szczekającymi pieskami? Albo wśród pamiątek z gór znajdowały się klocki Minecraft itp.? Coraz częściej czuję, że to stolica Polskich Tatr schodzi na psy i wierzcie mi, że gdyby nie fakt, że Marta była w górach po raz pierwszy, i że przybyli na miejsce pociągiem - nigdy byśmy nie zdecydowali się spędzić tam wakacji. Jestem mnóstwo innych, pięknych miejsc w górach, które warto zobaczyć. Zakopane zalała fala dupereli, których nigdy nie chciałabym tam widzieć. A szkoda... Mogło być tak pięknie.

Ale nie planowałam dziś narzekać tylko opowiadać co robiliśmy. A poza tym, że w ogromnym tłoku wjechaliśmy na Gubałówkę skorzystaliśmy z kilku niewielkich atrakcji dla dzieciaków. Przed wjazdem był Diabelski Młyn, a po wyjściu z kolejki - zjazd na torze. Nie mogło obejść się również od jazdy na kucykach. Moje dziewczyny nigdy by mi nie darowały, gdybym im na to nie pozwoliła. Potem spacer prosto do Butorowego Wierchu, gdzie zjechaliśmy na wyciągu krzesełkowym. Uwielbiam to miejsce, te widoki, tą ciszę. Tak długo jak nie dotrze tu ta cała kiczowata moda, będę korzystać z tego wyciągu. Uwielbiam go!

Choć Gubałówka i Butorowy Wierch dostarczył nam sporo wrażeń - nam wciąż było mało. I tak postanowiliśmy jeszcze dotrzeć na Wielką Krokiew. Przyznam szczerze, że jak dotąd, choć byłam w Zakopanem wiele wiele razy - nigdy tu nie dotarłam. Musiałam zatem "zaliczyć" i ten obiekt. Tym bardziej, że od początku wakacji - mimo wielu nadziei i starań nie udało nam się zdobyć żadnego Znaczka Turystycznego, które stało się wielką pasją mojej Alicji. Na nasze nieszczęście tutaj także znaczka nie było, podobnie jak w pobliskim muzeum. Ale cóż, Najważniejsze, że wjechaliśmy na górę i zwiedziliśmy również to miejsce. Nie powiem Wam, że to najpiękniejsze miejsce jakie miałam okazję zobaczyć. Cieszę się, że byliśmy na górze, że zobaczyliśmy jak to jest. Ale na pewno nie będę wspominać tego miejsca z łezką w oku. Nie marzę także o tym, by jeszcze kiedyś tu wrócić. Ot, kolejna atrakcja na naszym koncie jest. I tak niech już zostanie. 

Ale dość już gadania. Teraz trochę zdjęć :)





























Brak komentarzy:

Prześlij komentarz


Zarówno treść jak i fotografie zamieszczone na tym blogu są wyłącznie moją własnością.
Nie wyrażam zgody na ich kopiowanie, przetwarzanie i rozpowszechnianie.

Anna Radziach