FB INSTAGRAM WIX TWITTER g+ Anna Radziach Fotografia yt yt

25 sierpnia 2016

Dolina za Bramką



Jadąc w góry z małym dzieckiem trzeba się liczyć z tym, że albo trzeba tego małego brzdąca dźwigać w nosidełkach na szlakach, albo odpuścić sobie dalekie i niebezpieczne wyprawy, albo po prostu znaleźć sobie dla niego dobrą opiekunkę. My wybraliśmy opcję trzecią, choć i tak zbyt daleko nie wypuszczaliśmy się na szlaki. Tym razem naszym celem było zwiedzanie dolin. Mnie marzyło się wdrapywania na szczyty, ale to niestety będę musiała zostawić na inny wyjazd. Teraz nie chcieliśmy zostawiać babci zbyt długo samej, nie chcieliśmy by nasz młodszy urwis zamęczył ją gadaniem i szaleństwami. Tak wiec gdy tylko nadarzyła się okazja - śmigaliśmy na najbliższe szlaki. Ta wyprawa nie była ani razu planowana. Tak naprawdę to czekaliśmy na Martę i Kamila aż wrócą z wycieczki po mieście. Nasza Natalka spała, Alicja nudziła się jak mops i w pewnym momencie babcia stwierdziła, że ma nas dość i  mamy sobie iść. Alicja natychmiast podchwyciła temat, a my otworzyliśmy szeroko oczy ze zdziwienia. Było już w sumie dość późno. Rozglądaliśmy się raczej za jakąś kolacją, a nie wycieczką po górach. Ale skoro trafiła się okazja, żeby trochę się powłóczyć - musieliśmy się zgodzić. Nie było czasu na zastanawianie się. Założyliśmy tylko buty, ogarnęliśmy się lekko i w drogę. Nie było nawet czasu na wielkie planowanie trasy. Ot po prostu poszliśmy na żywioł. Mój mąż z podręczną mapą okolicznych szlaków był naszym przewodnikiem. Nie znaliśmy zupełnie trasy, nie wiedzieliśmy co będziemy zwiedzać, ani czego się spodziewać na wybranej przez niego trasie. Powiem Wam szczerze, że kiedyś lepiej orientowałam się w kolorach szlaków - teraz zauważyłam, że często mają się nijak do ogólnie przyjętych reguł. Tak wiec nie patrząc na to wkroczyliśmy do Doliny Za Bramką. Słyszeliście kiedyś o niej? Ja po raz pierwszy. Miałam jednak nadzieję na jakieś fajne widoczki, ciekawe formacje skalne. Jednak to co zastałam ciut mnie zaskoczyło. Na początku szlak wiedzie przez lasek wzdłuż nie dużego potoku. Potem trasa zaczyna być ciut trudniejsza. Wąskie przejścia, strome zbocza, rozklekotany, ledwo trzymający się mostek. Przyznam szczerze, że cieszyłam się, że na tą wyprawę wybraliśmy się sami, bo nie zawsze było łatwo. Były nawet momenty, że chowaliśmy do plecaków i toreb wszystko co trzymaliśmy w rękach i stąpaliśmy naprawdę ostrożnie, żeby przypadkiem nie wpaść do potoku, który im wyżej tym bardziej huczał i wrzał. Jednak warto było iść. Bo na końcu widok był nieziemski. Wspinaliśmy się bowiem po brzegu wodospadu by dojść do samego źródła potoku. Było pięknie, choć widoków na góry nie było prawie wcale, a w butach wręcz pływaliśmy. Ale i tak wspominam ten wypad bardzo pozytywnie. A teraz Was zostawiam ze zdjęciami. Miłego oglądania :)

































Brak komentarzy:

Prześlij komentarz


Zarówno treść jak i fotografie zamieszczone na tym blogu są wyłącznie moją własnością.
Nie wyrażam zgody na ich kopiowanie, przetwarzanie i rozpowszechnianie.

Anna Radziach