FB INSTAGRAM WIX TWITTER g+ Anna Radziach Fotografia yt yt

11 maja 2016

Łęczyca i Tum


Był już Czersk czas zatem na naszą drugą majową wyprawę. Tym razem wypuściliśmy się nieco dalej, bo naszym celem okazał się zamek w Łęczycy oraz kilka innych atrakcji w okolicy.Przyznam szczerze, że nie planowaliśmy zbyt długo tej wyprawy. Po prostu mieliśmy ochotę na wyjazd i szukaliśmy ciekawego miejsca. A ponieważ odkąd moja Ala odkryła Znaczki Turystyczne, nie chce jeździć nigdzie, gdzie ich brak - kierowaliśmy się mapą na stronie owych znaczków. W Łęczycy nigdy nie byłam, nie miałam zatem pojęcia czego się spodziewać. Nie nastawiałam się na wielkie zwiedzanie, raczej na fajny dzień spędzony z bliskimi. Oczywiście nie byłabym sobą, gdybym nie zabrała ze sobą aparatu. Mój nikon to przedłużenie mojej ręki. Wszędzie jest ze mną, teraz także nie mogło być inaczej :)

Tak więc kolejny dzień maja i kolejna wielka wyprawa. Do Łęczycy nie jechaliśmy główna trasą. Zazwyczaj wybieramy te nieco dłuższe, ale zdecydowanie bardziej malownicze trasy. Nie spieszy nam się bowiem tak bardzo, a wszyscy jesteśmy ogromnymi miłośnikami tych cichych i krętych wielskich dróżek. Jadąc trasami szybkiego ruchu bardzo wiele nas omija. Tutaj możemy podziwiać fantastyczne widoki i cieszyć się świeżym powietrzem. I choć taka droga upływa nam pewnie znacznie dłużej, zawsze właśnie ją wybieramy. To co, że na miejsce zajechaliśmy dopiero koło 13. Nie szkodzi, że mieliśmy mniej czasu na zwiedzanie. I tak spokojnie ze wszystkim zdążyliśmy. To miała być rodzinna wycieczka a nie wyścig z czasem. 

Gdy zajechaliśmy do Łęczycy byłam ciut zdziwiona. Miasto, gdzie w samym centrum stoi śliczny choć nie duży zamek nieco mnie rozczarowało. Rynek jest prześliczny, fakt. Ale dalej stale trafialiśmy na jakieś ruiny i zdewastowane miejsca. Szkoda, jakoś liczyłam na to, że będzie tu ciepło i przytulnie. Tymczasem nie jestem pewna, czy odważyłabym się sama zapuścić w bardziej odległe zakątki. Mam wrażenie, że mogłabym wrócić z kolorowym okiem lub co gorsza - bez aparatu. To oczywiście tylko pierwsze wrażenie. Nie znam nikogo z Łęczycy i wiem, że mogą tam mieszkać sami przemili ludzie. Jednak patrząc na okolicę tak jakoś mi się skojarzyło. Może dlatego, że tak właśnie jest w Czersku, o którym Wam nie dawno pisałam. Ciepło i przytulnie. No, ale jak zwykle odbiegłam od tematu. Zwiedzanie Łęczycy zaczęliśmy od zamku. Ta nie duża budowla stoi tuż obok równie małego ryneczku. Obeszliśmy zatem zamek dookoła a potem wkroczyliśmy na dziedziniec. A tam? Nic. Niewielki mało atrakcyjny placyk, drewniany podest z ławeczkami i dyby, które okazały się jedyną i zdecydowanie największą atrakcją tego miejsca. Po krótkiej sesji zdjęciowej postanowiliśmy zwiedzić zamek wewnątrz. Niestety tego dnia - był zamknięty... A słynne znaczki do kolekcji Alicji? Niedostępne... Pożegnaliśmy się zatem z niezbyt wesołymi minami wpisując zamek w Łęczycy na nasza listę "jeszcze tu wrócimy" i ruszyliśmy na rynek. Trzeba przyznać, że to bardzo ładne miejsce. Pospacerowaliśmy chwilkę (nawiasem mówiąc biuro turystyczne także jest zatknięte w poniedziałki) i wróciliśmy do samochodu. Wciąż czuliśmy niedosyt, ale na szczęście nasza wyprawa jeszcze się nie skończyła. W planach był jeszcze skansen "Łęczycka Zagroda Chłopska" w Kwiatkówku. Mamy na swoim koncie już cała masę przeróżnych skansenów, więc szykowaliśmy się na wielkie zwiedzanie. Tymczasem gdy dojechaliśmy byłam w szoku. Cały kompleks skansenu spokojnie mogłam ująć na jednym zdjęciu. Jest to bowiem bardzo niewielki skansenik. Wręcz mikroskopijny! Oj, obawiałam się, że nasza wyprawa to nie to czego oczekiwałam. Ale cóż. Skoro już tu byliśmy nie mogliśmy nie zajrzeć do środka. No i znów, po raz nie wiem który przekonałam się, że nie warto oceniać książki po okładce. Bowiem miejsce to okazało się tak piękne i tak przyjemne, że najchętniej wcale bym stamtąd nie wyjeżdżała. Fakt - budynków nie jest tam zbyt wiele, ale są one pięknie zaprezentowane. Wewnątrz znajdziemy piękne ekspozycje, które podziwiać możemy godzinami. Podobało mi się bardzo, że do każdej z izb można odrobinkę wejść i spokojnie rozejrzeć się dookoła. W skansenach, które dotąd odwiedzaliśmy to było nie do pomyślenia. Zazwyczaj linki rozwieszone były w samym progu, a nawet niekiedy zamiast nich były stalowe kraty. Tutaj zwiedzanie było znacznie przyjemniejsze. Byłam zachwycona! Kolejne ochy i achy wydałam w stodole, gdy okazało się, że jest tam umieszczona pokaźna kolekcja drewnianych rzeźb. Cudowności. Nie wiedziałam, którą oglądać pierwszą, którą sfotografować. Wszystkie były rewelacyjne. A poza tym możemy zobaczyć tu również na przykład kuźnię, olejarnię lub wejść do wiatraka. Super sprawa naprawdę. Aż żal było wyjeżdżać, naprawdę... Ale, w planach była jeszcze jedna atrakcja. Tym razem Archikolegiata w Tumie. Przepiękne miejsce. Ogólnie nie jestem zwolenniczką zwiedzania kościołów, ale są takie budynki sakralne, obok których nie sposób przejść obojętnie i ten zdecydowanie do takich należy. Baaardzo mi się podobało. Cieszę się, że tam trafiliśmy.

I tak moje dziecko zyskało kolejne trzy znaczki do kolekcji. Jeden kupiliśmy w tym przeuroczym malutkim skansenie, dwa kolejne w Tumie (jeden zwykły kolekcjonerski, drugi okolicznościowy). Niestety naszą wycieczkę czas było zakończyć. Dziewczyny zadowolone, dotlenione i zmęczone. A przed nami jeszcze kawał drogi. Tak więc zostawiam Was teraz ze zdjęciami. Wiem, znów się rozpisałam, ale fotografii tez mam całkiem sporo więc się wyrówna ;) Zapraszam!



















































Mam nadzieję, że wkrótce znów się gdzieś wybierzemy. Uwielbiam te nasze wyprawy! :)

1 komentarz:

  1. Nie byłam nigdy w Łęczycy choć jakoś bardzo daleko nie mieszkam :-). Za to przyjemnie ogląda się zdjęcia z Waszej wycieczki :-)

    OdpowiedzUsuń


Zarówno treść jak i fotografie zamieszczone na tym blogu są wyłącznie moją własnością.
Nie wyrażam zgody na ich kopiowanie, przetwarzanie i rozpowszechnianie.

Anna Radziach