FB INSTAGRAM WIX TWITTER g+ Anna Radziach Fotografia yt yt

5 maja 2016

A miały być breloki...



Maj przywitał nas wysokimi temperaturami i jasnym słoneczkiem na niebie. Uwielbiam takie dni. A jeszcze bardziej lubię, gdy w taką pogodę jesteśmy wszyscy razem. To chyba nasz pierwszy długi majowy weekend, w którym Mariusz wcale nie pracował. Zazwyczaj 2 maja ma zajęte. Jednak tym razem było inaczej. I właśnie dlatego mogliśmy sobie zaplanować mały relaks. 1 maja wyruszyliśmy zatem do Czerska na zamek, by uczestniczyć w wielkiej majówce. Spodziewaliśmy się co prawda znacznie większej imprezy. Nastawiliśmy się na mnóstwo pokazów, kupno cudownych pamiątek itd. Ale niestety tym razem nie było za bardzo w czym wybierać. Atrakcji nie było zbyt wiele. Króciutki pokaz mody średniowiecznej i dość zabawne walki rycerzy. Ale na pewno ogromnym plusem był fakt, że tego dnia było także znacznie mniej zwiedzających, więc Alicja mogła spokojnie zwiedzić obie udostępnione dla turystów wieże. W zasadzie na tą pierwszą, mniejszą, wdrapaliśmy się wszyscy. Dopiero na drugą mała poszła tylko z tatusiem. Nie darowalibyśmy sobie także, gdybyśmy nie obejrzeli wspomnianych wcześniej walk rycerskich. Zawsze podczas tego widowiska jest bardzo wesoło. I tym razem także było podobnie. No tak, najgorzej jednak było z pamiątkami. Naprawdę wierzcie mi, że tym razem nie było nic ciekawego. Liczyłam na jakieś fajne drewniane rzeczy, polujemy od dawna na drewnianego konika dla Natalki. Uwielbiam także te wszelkiego rodzaju gliniane pierdółki. Tego także nie było. W zasadzie poza jedzeniem, jednym stoiskiem z biżuterią i jednym z jakimiś tam szytymi ozdobami nie było nic. Szkoda bardzo. Ale ja to ja, jakoś to przebolałam. Gorzej jednak było z Alicją. Moje dziecko postanowiło zbierać ze wszystkich odwiedzonych dotąd miejsc - breloczki. Ale skąd go wziąć? Nawet w pobliskim sklepiku pytaliśmy, ale nic z tego. Dopiero po jakimś czasie wpadliśmy na to, że tuż obok kasy biletowej jest taki mini sklepik z pamiątkami. Stwierdziliśmy, że jak nie będzie go tam, to już nie będzie nigdzie. No i powiem Wam, że nie było... ale nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło ;) Moja Ala wybrała sobie bowiem coś zupełnie innego. Nie duży, drewniany krążek, a na nim wypalony obrazek Zamku Książąt Mazowieckich w Czersku. Alicja była zachwycona. Nie przypomina on co prawda breloczka. Jak dla mnie to raczej medal. Ale nie szkodzi. Najważniejsze jest to, że pamiątka bardzo jej się spodobała. No tak... nie wiedzieliśmy wtedy jeszcze, że to początek naszej nowej tradycji. Okazało się, że ten krążek to coś więcej niż ozdoba. To Znaczek Turystyczny! Gdy wejdziecie na stronę:
zobaczycie, że w całej Polsce jest ich ponad 700 i ta liczba stale rośnie. Znaczki te służą do kolekcjonowania. Są to pamiątki z miejsc, które udało nam się odwiedzić. Nie, nie jest to zwykły gadżet, który kupujemy ot tak, by zaliczyć kolejny numerek. W naszym przypadku z każdym z nich wiązać się będzie jakaś szczególna historia. Wspomnienie, które na pewno na długo utkwi w naszej pamięci. Teraz Alicja nie chce jeździć do miejsc, w których takiego znaczka brak. Obudziła się w niej pasja kolekcjonerska jak nic. I choć moje dziecko zarzeka się, że wciąż będzie zbierać breloki to i tak za każdym razem jak gdzieś jedziemy nawet o nich nie wspomina. Za to z wielkim zaangażowaniem szuka Zanczków Turystycznych. 

Rozpisałam się dziś bardzo, a przecież czeka Was jeszcze cała masa zdjęć z naszej wizyty w Czersku. Więc nie przedłużając - zapraszam do oglądania :)













































Zdradzę Wam malutki sekret - nasza majówka to nie tylko wyjazd do Czerska. W ten dłuuugi weekend wybraliśmy się gdzieś jeszcze, ale o tym - następnym razem ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz


Zarówno treść jak i fotografie zamieszczone na tym blogu są wyłącznie moją własnością.
Nie wyrażam zgody na ich kopiowanie, przetwarzanie i rozpowszechnianie.

Anna Radziach